Dalej na wschód

Istnieje wiele ciekawych miejsc na naszym pięknym globie i wiele z nich jest bardzo podobnych do naszego małego zakątka świata. Chociaż nie zdajemy sobie z tego sprawy na co dzień,ID:48491102 globalizacja dotyka nas bardzo mocno i to, co jeszcze niedawno było specyfiką jakiegoś kraju, dzisiaj staje się elementem kultury światowej. Nieraz młodzi ludzie w rożnych krajach są bardziej podobni do siebie nawzajem niż do swoich rodziców. Jest to trend, przez który na przykład wycieczka do dużych miast Stanów Zjednoczonych czy ameryki Południowej nie ma większego sensu, ponieważ zamiast poznawać obcą kulturę, mamy raczej styczność z trochę inaczej przyprawioną naszą własną kulturą. Można oczywiście wybrać się na głęboką prowincję, ale wtedy są to raczej wycieczki etnograficzne i w żaden sposób nie są odzwierciedleniem ogólnej duszy człowieka mieszkającego w danym miejscu. Jest jednak na świecie taki kawałek nieba, którego my, europejczycy nie dotknęliśmy, a właściwie zrobiliśmy to bardzo delikatnie. Nie chodzi bynajmniej o Afrykę, która ze względu na kolonializm została mocno przez zaorana. Chodzi o Azję, zwłaszcza jej południowe i wschodnie krańce. Można jeszcze popatrzeć na świat arabski, ale wybieranie się tam byłoby niemądre. Daleki Wschód jest miejscem nieporównanie ciekawszym i wyraźnie od nas innym, chociaż w zupełnie inny sposób, niż mogłoby się to nam wydawać.

Dalekowschodni honor

5

Nie jest oczywiście tak, że wszystkie kraje Azji Wschodniej, do których się wybrałem, są jednakowe. Takie stwierdzenie byłoby równie niedorzeczne, jak porównywanie Serba do Austriaka i twierdzenie, że są to tacy sami ludzie, bo przecież mieszkają blisko siebie. Różnice są potężne, ale są też cechy wspólne. Moja podróż dotyczyła przede wszystkim Korei Południowej oraz Japonii. Były na tej liście także inne kraje, ale dąłem radę ich tylko trochę skosztować, zdecydowanie za mało, by możliwe było wyciąganie jakichkolwiek dalej idących wniosków odnośnie chociażby Tajwanu i Chin.

W naszym serwisie bpabak.pl chciałem jednak powiedzieć o elemencie, który wydawał mi się jednolity dla wszystkich kultur tego regionu. Tym elementem jest honor i jest on zupełnie inaczej rozumiany niż u nas. W polskich warunkach honor jest elementem biernym. Polega głównie na tym, że jeśli ktoś coś złego o nas czy o kimś nam bliskim powie, to wtedy włącza nam się agresja i zaczynamy naszego honoru „bronić”. W praktyce najczęściej „obrona” polskiego honoru polega na kłóceniu się z kimś lub zwalczaniem go za mówienie niewygodnych praw lub opinii dla nas nieodpowiednich. Honor dalekowschodniego Azjaty jest przede wszystkim honorem czynnym. To co oznacza? Azjaci posiadają bardzo silne konwencje społeczne. Jeśli jest jakieś formalne spotkanie, a takim formalnym spotkaniem jest już chociażby obiad w większym gronie, to zawsze osoba najstarsza, senior rodziny, wyznacza jego rytm. W warunkach biznesowych będzie to zawsze szef. Ta osoba pierwsza siada, to ona pierwsza je i to ona pierwsza wstaje od stołu. Honor jest widoczny także w sposobie adresowania ludzi i ogólnie ich traktowania. Widać to zwłaszcza u Japończyków, których język posiada długi szereg różnych przyrostków do imion oznaczających nasz szacunek do danej osoby. Gdybyśmy się uparli, tłumaczenie tego na język polski musiało by być prowadzone w sposób „Magdo koleżanko”, „Krzysztofie szefie”, „Władysławie wielce szanowny panie”, ale też „Aniu jędzo”, co byłoby wykorzystanie w warunkach nieformalnych. Tego typu elementów jest ponad 20 formalnie, a w użyciu praktycznym ponad 30. Co więcej, honor nakazuje także przestrzegania bardzo ścisłych zasad zachowania w miejscu publicznym. Każdy na pewno widział w telewizji, jak w japońskim metro upycha się ludzi. Normalnie, butem. W tym czasie nie wolno zauważyć, że jest się zaraz obok drugiego człowieka. A raczej 5 ludzi. Trzeba zachować kamienny wyraz twarzy i pod żadnym pozorem nie nawiązywać kontaktu wzrokowego. Podobne zasady obowiązują w windach. Kto się z tego nie wywiązuje, plami swój honor i będzie poddany ostracyzmowi poprzez ignorowanie. Nikt mu nic nie powie. Jego honor wychodzi od niego i nawet jeśli ktoś nie zauważy jego przewiny, sam będzie się czuł strasznie.

Technologia i alienacja

52

Inna rzecz, która uderza w Seulu czy w Tokio, a także w bardzo licznych innych dużych miastach regionu, jest wszędzie obecna technologia. Praktyczna alienacja ludzi wywołana przez kodeksy honorowe i zasady projekcji siebie w społeczeństwie spowodowały, że ludzie mają zupełnie inne podejście do chociażby zakupów od nas. We wszystkich dalekowschodnich miastach, a zwłaszcza w Japonii, na każdym kroku znajdziemy automaty sprzedające wszystko, od znanych i u nas puszek z napojem przez ubrania i drobną chemię, po wędliny i nabiał. Absolutnie wszystko. U nas tego typu maszyny istnieją po to, by usprawnić nam proces kupowania. Po co tracić czas w sklepie, kiedy można po prostu szybko załatwić to w taki sposób? Na Dalim Wschodzie wygląda to zupełnie inaczej. Ludzie kupują w ten sposób, by nie musieć udawać się do sklepów. W sklepie trzeba nawiązać interakcję społeczną, a alienacja sprawia, że w wielkich miastach ludzie boją się ich jak ognia. Przed wyjazdem czytałem o eksperymencie społecznym, w którym ktoś pochodził do Japończyków na ulicy, szturchał ich, obcinał krawaty i wykonywał podobne czynności, a oni udawali, że nie widzą napastnika i szli dalej. Korciło mnie, by zrobić coś podobnego i byłem pewny, że nikt by nie próbował reagować, ale nie miałem tyle odwagi.

Alienacja spowodowana technologią dochodzi do takiego stopnia, że coraz częściej ludzie decydują się na elektronicznych domowych asystentów oraz na elektroniczne zwierzęta. Mój gospodarz w niewielkim miasteczku pod Seulem narzekał na swojego psa. Starszy pan, trochę schorowany. Mówił, że chciałby się go pozbyć, ale byłem przekonany, że jest to po prostu takie gadanie. Ku mojemu zaskoczeniu, ostatniego dnia mojego pobytu najlepszy przyjaciel człowieka był na obiad… Po domu biegał już za to elektryczny pies, z którym „powinno być mniej problemów”.